czwartek, 31 stycznia 2013

7, poniedziałek, 21:44

Jeszcze dokańczam rysunek. Za około dwa czy trzy dni skończę. Czemu tak długo? Muszę wyszukać idealnego obrazu jego włosów (włosy są bardzo trudne), oczu oraz laski. Eh, nigdzie już nie mogę odnaleźć tego obrazka, którego użyłam, kiedy zaczynałam go..

A tak to... słucham radia, i rysuję Anzis. Ale teraz rysuję ją inaczej; do Strażników Marzeń! Ale więcej na moim nowym blogu. Ta, tak, zakładanie blogów na potęgę xD
Zaczęłam coś mniej więcej wymyślać, że Mikołaj zostaje poinformowany, że znaleziono nowego Strażnika. Wysyła po niego Yeti (no jeszcze nie wiem, Yeti albo Zająca z Ząbek), który wraca z porwanym Strażnikiem, związanym w worku (mniej więcej taka sama akcja jak z Jackiem).  Mikołaj zwołuje wszystkich dotychczasowych Strażników i informuje o zajściu. Yeti na jego życzenie rozwiązuje worek..
_____________________________________________________________________________

Z worka wydobywa się dziwny skowyt i coś wylatuje z niego w górę. To coś miało czarno-błękitną gadzią skórę, ogromne i ostre pazury, długi ogon, zwieńczony wielkim pazurem, podobnym do kosy, kostny grzebień na grzbiecie, a oczy miało świecące, czerwone. Usiadło na belce nad nimi, i zaczęło ich badać wzrokiem. Nagle słychać było dziwny ryk,  przy czym stwór machał niecierpliwie ogonem..
-E, Mikołaj, myślałem, że to miał być nowy Strażnik, a nie jakiś potwór-powiedział Jack, celując w stwora laską.
Mikołaj wezwał szybko yeti, który przyniósł worek ze stworem, i zamienił z nim kilka słów (słów? no nie powiem, ale coś w tym rodzaju, o ile w polskiej wersji tego filmu też tylko bulgotały), przy czym silnie gestykulował.
Stwór znowu zaryczał, nieprzerwanie patrząc na Mikołaja. I stało się coś nieoczekiwanego..

Stał niczym wilkołak na skale w czasie pełni. Machnął ogonem..

Pazury przekształcały się w ludzkie palce.. Kostny grzebień powoli wtapiał się w grzbiet. Skóra robiła się coraz bielsza i bielsza, a łuski zanikały. Z głowy wyrastały czarne, długie włosy. Oczy zmieniły barwę z jadowitej czerwieni na zieleń..

-Co ja tutaj robię?-zapytała dziewczyna, stojąca nad Strażnikami.
-----------
-K.. Kim jesteś?-zapytał drżącym głosem Zając, chowając się już za Zębową Wróżką.
-Jestem kimś, kogo porwaliście. Dlaczego to zrobiłeś?-zapytała, patrząc na Mikołaja.
-To.. To ty? To ty nim masz być?-zapytał z niedowierzaniem Jack, wskazując laską na dziewczynę.
-Kim? Nie pamiętam, bym spisała ostatnio jakąś przysięgę lub kontrakt.
-Ale.. -urwał, bo Mikołaj go uciszył.
Dziewczyna zeskoczyła z belki na ziemię, lądując o parę metrów przed nimi.
-Dlaczego porwałeś mnie z moich ziem? Byłam na polowaniu, a nagle rozbiły się na moich lasach Twoje sanie! Nie wystarcza Ci to, coś zrobił sto lat temu mojej rzece?-dziewczyna robiła się zła. Nagle coś uderzyło za nią. Lekko się poruszyła.
-Co to było?!-krzyknął do jakiegoś pobliskiego Yeti. Ten pokazał tylko dziewczynę i wrócił do swojej pracy. Tymczasem dziewczyna odwróciła się. Za nią leżały resztki jakiegoś wazonu oraz elf, patrzący to na dziewczynę, to na wazon.
-Zdaje się, że rozbiłam wazon, przepraszam.-rzuciła tylko i miała już coś powiedzieć, gdy coś mignęło przed nią.
-Jak to się niby miało stać, żebyś rozbiła wazon, który niósł elf kilka metrów za tobą?-powiedział Jack, badając wazon. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
-Pewnie to zrobiłam ogonem, przepraszam.-Chłopak rzucił jej zdziwione spojrzenie.
-Jaki znowu.. O mój..!-krzyknął i skoczył aż na belkę, przez co reszta Strażników na nich spojrzała.
-Jack? Czemu ty siedzisz na suficie?-zapytał Mikołaj, który przed chwilą jeszcze rozmawiał z Yeti, po czym spojrzał się na dziewczynę.
Za dziewczyną coś żywo się ruszało.
-Ona.. Ona ma.. -mówił Jack, ciągle siedząc na belce. Mikołaj i reszta skierowali na nią wzrok. Zając nagle też podskoczył, ale nie aż tak wysoko jak Jack, ale uciekł gdzieś w bok, Ząbek też nielicho się ruszyła.
-Tak, mam ogon. Coś Ci przeszkadza?!-krzyknęła zdenerwowana dziewczyna.
Teraz było widać wyraźnie ogon. Niebiesko-czarne łuski, koso-podobny szpon na końcu..
-Najpierw potwór, a teraz dziewczyna z ogonem.. Zając, włączyłeś dzisiaj ogrzewanie czy coś? Zdaje mi się że mam halucynacje...-Zając zaprzeczył.
Dziewczyna lekko warknęła. Lekko podskoczyła, lądując na belce z Jackiem i Zającem. Zmieniła ogon na nawet dłuższy, dokształcając jeszcze dodatkowe szpony na bokach. Podeszła do nich.
-Nie nazywaj mnie tak nigdy więcej-powiedziała tylko i.. zniknęła.
-Gdzie ona..?-zapytali obydwoje. Nie zdążyli jednak skończyć, bo coś mignęło im przed oczami.
~~~
Kilka sekund później dziewczyna trzymała Zająca i Jacka za szyję, zaciskając na nich pazury, które dokształciły się w międzyczasie. Strażnicy na dole patrzyli ze zdziwieniem i strachem z dołu. W końcu Ząbek ocknęła się i podleciała prędko na górę.
-Puść ich!-krzyknęła.
Dziewczyna spojrzała na dół. Ucisk na ich szyjach nieco zelżał.
-Cieszcie się, że jesteście Strażnikami-w przeciwnym razie już byście nie żyli...-syknęła im do uszu.
Dziewczyna puściła. Spojrzała w dół-wróżka już prawe była przy tamtych dwóch. Warknęła, i zeskoczyła na podłogę.
 ______________________________________________
Nie wiem czy kiedykolwiek dokończę, ale..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz